Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2013

Abominable Dr. Phibes (1971)



Scenariusz: Robert Fuest
Reżyseria: James Whiton, William Goldstein

Obsada:


Vincent Price - Dr. Anton Phibes
Joseph Cotten - Dr. Vesalius
Hugh Griffith - Rabbi
Terry-Thomas - Dr. Longstreet
Virginia North - Vulnavia
Peter Jeffrey - Inspector Trout











 
W kinie roi się od szalonych naukowców, profesorów opanowanych maniakalną wizją niszczenia, demonicznych genialnych demiurgów i opętanych wizjonerów. Do tego panteonu wkracza niewątpliwie jeden z genialniejszych umysłów kina grozy.. 
Kiedyś przed laty byłem w posiadaniu płyty brytyjskiego zespołu heavy-metalowego Angel Witch. Przegrywając ją kumplowi, w pośpiechu z ostatniego tytułu spisałem tylko tajemnicze Dr. Co to za tajemniczy doktor? Nie Caligari, nie Mabuse, nie Loomis, ani nawet nie Religa. To dr Phibes!














Londyn. Niejaki inspektor Trout, zostaje przydzielony do sprawy niezwykłego zabójstwa. Mianowicie zostało dokonane przy pomocy... wściekłych nietoperzy. Na tym się wcale nie kończy, bo w równie kuriozalny sposób zostają popełnione dalsze morderstwa, wszystkie w środowisku lekarskim. Trout sprawia wrażenie poczciwiny, ale nie jest pozbawiony inteligencji. Odkrywa, że zabójca zsyła na swe ofiary plagi egipskie, mordując według biblijnego schematu, a lekarze są powiązani ze sobą poprzez pewną nieudaną operację młodej kobiety o nazwisku Phibes. Jej mąż - Anton Phibes, muzyk i geniusz w kilku dziedzinach nauk, miałby odpowiednią wiedzę, by powodowany chęcią zemsty, dokonać tak niewiarygodnych zbrodni. Problem w tym, że Phibes zginął w wypadku samochodowym. Zginął dla świata, ale nie dla zemsty. Straszliwie okaleczony, skrył się w podziemiach swojej londyńskiej willi i wraz z uroczą asystentką realizuje swój diaboliczny plan zemsty. Jego przeciwnikiem będzie Trout i kolejny doktor, tym razem medycyny, który przewodził niefortunnej operacji - dr. Versalius. Nazwisko odnosi się się do Andreasa Vesaliusa, prekursora anatomii, który jako pierwszy dokonał sekcji zwłok. Udowodnił tym samym, że mężczyźnie nie brakuje jednego żebra z prawej strony, z którego miała być zrobiona Ewa, czym naraził się oczywiście klerowi. W filmie miał go zagrać Peter Cushing, ale ponieważ akurat zmagał się z chorobą żony, ostatecznie nie wystąpił.

Phibes bez maski nie wygląda zachęcająco.

Victoria North, jako Vulnavia, asystentka Phibesa.

Clockwork Wizards

Pierwsze co zwraca uwagę to kostiumy i wystrój wnętrz. Dziś taka pochwała stylu Art Deco może się wydać nieco kiczowata, ale wówczas miała podkreślać ekscentryczność i wyrafinowanie Phibesa. Kreacja Vicenta Price'a, jak zwykle robi wrażenie. Grana przez niego postać nie mówi, a skomplikowana aparatura akustyczna, przez którą przemawia, ma świadczyć o geniuszu Phibesa, tak jak skonstruowana przez niego "nakręcana orkiestra", grająca jazz, nosząca nomen omen nazwę "Clockwork Wizards". Gdy słychać jak maszyna przemawia głosem doktora, podczas gdy nie porusza on ustami, nie jest to wynikiem dubbingu uprzednio nagranego głosu. Price nosił kilka warstw charakteryzacji, która maskowała ruchy ust. Podobno aktor śmiejąc się często podczas zdjęć, rujnował ten make-up, który musiał być od nowa nakładany. A powodów do śmiechu miał sporo, bo twórcy podeszli do filmu z poczuciem humoru. Cała intryga, morderstwa, są w pewnym sensie absurdalne i nie da się do filmu podejść inaczej.
Ciekawą postacią jest też Trout, sprawiający wrażenie... kolokwialnie mówiąc pierdoły. Na szczęście nie przerysowano tej postaci w scenariuszu i nie ukomiczniono na siłę. Trout prowadzi standardowe śledztwo, jest dość przenikliwy i z pomocą Versaliusa udaje mu się dojść do konstruktywnych wniosków. Humor i groza są wyważone, tak że film nie przeistacza się w typową komedię.
 
 Trout, znaczy pstrąg.

Przyjemnie słucha się klasycznej ścieżki dźwiękowej, oprócz bluesowania i jazzowania Clockwork Wizards, mamy kilka standardów z lat 20 i 30. Towarzyszą one morderstwom i tak możemy podczas jednego z nich posłuchać numeru pod tytułem "Close Your Eyes". 

Film kojarzy mi się chwilami ze słynną "Piłą". Tyle. że Phibes wykorzystuje zastosowane przez pana Zagadkę schematy kilka dekad wcześniej. Został odkryty także przez muzyków rockowych. Oprócz wspomnianego już Angel Witch, zajęła się nim znana z horrorowego image'u formacja Misfits.



Nie byłbym sobą żebym nie wspomniał o komiksiarzach. Na razie wspomnę o jednej adaptacji, gdyż Dr. Phibes pojawi się u nas dwa razy.

Scenariusz: Mel Smith, Paul Birch
Rysunki: Różni artyści
Wydawca: Blue Water Comics
Data wydania: Lipiec 2013

Nie jest to wierna adaptacja filmu. Pomimo, że poznamy te same postacie, scenarzyści dodali trochę od siebie. Rysunki, pomimo że pracowało nad nimi kilku artystów, nie powalają. Całość sprawia wrażenie "zapłać i odwal się"
















Poniższą ilustrację wykonał Jack Kirby, znany rysownik z Univerum Marvela, twórca postaci Kapitana Ameryki. Nie wiadomo do czego miała służyć ta plansza, taki komiks nie powstał. Dodaję jako ciekawostkę.






piątek, 8 listopada 2013

Przyczajona groza (Lurking Fear)

Góra Gromów, opuszczone domostwo Martensów i ukryta tam groza. Brzmi ciekawie? Narrator opowiadania poszukuje odpowiedzi na pytanie, co może w okrutny sposób mordować mieszkańców okolicznych wiosek w Catskill. W towarzystwie dwóch towarzyszy rusza więc do domu Martensów, by osobiście sprawę wyjaśnić. Fakt, że po nocy jego koledzy przepadli na zawsze, a on sam ledwie uchodzi z życiem i ze zdrowymi zmysłami, nie powstrzymuje go przed dalszymi poszukiwaniami źródła przyczajonej grozy...

Opowiadanie Lovecraft napisał na zamówienie George’a Juliana Houtaina, który wydawał czasopismo humorystyczne "Home Brew". Nawet nie wiadomo, czy dostał za nie honorarium, bo gazetka niedługo się utrzymała.
 Później było jeszcze raz wydane w "Weird Tales" z nader ciekawymi ilustracjami Clarka Ashtona Smitha. Lovecraftowi nie spodobały się owe rysunki. Faktycznie, można się zastanawiać, co drzewa kojarzące się z roznegliżowanymi ciałami (na jednym są nawet wyraźne męskie genitalia) mają wspólnego z tekstem. Możecie obok zobaczyć to dzieło i sami ocenić...








W filmie "Lurking Fear" z 1994 nie ma już mowy o ciekawości bohatera, który chce sobie po prostu zbadać jakieś tajemnicze zjawiska. Wychodzący z więzienia John Martense, dostaje cynk o skarbie ukrytym na cmentarzu w Leffert's Corners. O tym że w pobliżu coś się czai, przekonały się mieszkające niedaleko siostry. W efekcie w przycmentarnym kościele ląduje ciekawa zbieranina osób, lekarz, ksiądz, kobieta w ciąży i bandziory poszukujące skarbu, którym przyjdzie się zmierzyć z ... no właśnie tą grozą gdzieś przyczajoną.
Film powstał w wytwórni Full Moon, a reżyserem miał być Stuart Gordon, "nadworny" ekranizator dzieł Howarda P. Lovecrafta, ale niestety trafił w ręce niejakiego C. Courtneya Joynera, raczej ze szkodą dla filmu...
W filmie występuje za to Jeffrey Combs, utożsamiany z wieloma adaptacjami opowiadań HPLa, co nadmieniam, bo pewnie spotkamy się jeszcze z tym panem na blogu.




Kadr z filmu.

Kopiąc nad ciekawostkami, natrafiłem na kilka ilustracji. Bo przecież proza Lovecrafta to wymarzone źródło inspiracji dla wielu rysowników. W latach 60 publikacja opowiadania w "The Magazine of Horror" okraszona została ilustracją Dave Carsona.

Dave Carson "Lurking Fear"

Okładka audiobooka.
Wydawca: The Classic Tales Podcast
Data wydania: maj 2008
Czas trwania: 68 minut.













Istnieje także adaptacja komiksowa.

Wydawca: Malibu Graphics Publishing Group
Data wydania: 1991
Adpatacja: Steve Jones
Rysunki: Cariello

Adaptacja dość wierna, z tym że przeniesiona do czasów współczesnych. jest częścią serii "Lovecraft In Full Color". W jej skład wchodzą 4 komiksy.












































Rozkopywanie grobów i pełzanie po klaustrofobicznych tunelach. Wszystko z czystej ciekawości...

Kto szuka ten znajdzie...

czwartek, 7 listopada 2013

Mumia zostaje tatusiem

W latach 1985 - 1987 powstał zabawny serial familijny z odrobiną dreszczyku - "Amazing Stories". Trzy najciekawsze historyjki przeznaczono na film pełnometrażowy, ja napiszę dziś o jednej z nich, mianowicie "Mummy Daddy". Za scenariuszem tego filmiku stoi sam Steven Spielberg, w latach 80 znajdujący się w szczytowej formie i z głową pełną niewykorzystanych jeszcze na filmowej kliszy fantazji...

Na mrocznym bagnach ekipa filmowa kręci straszny film o mumii... Rzekomo na faktach autentycznych, bo niegdyś przywieziona przez Cyganów do pobliskiego miasteczka mumia Raa Amin Kaa naprawdę ożyła. Legenda natomiast krąży do dziś wśród miejscowej ludności.
Harold, aktor odtwarzający rolę Ra, ma w nosie tą legendę. Najchętniej by się wydostał z niewygodnej charakteryzacji i pojechał do spodziewającej się dziecka żony. Tak się składa, że w środku nocy otrzymuje informację ze szpitala, że żona zaczyna rodzić. Wsiada więc w samochód i pędzi do połowicy... Jak łatwo się domyśleć, nie trafi tam zbyt prostą drogą, niemal od razu kończy mu się benzyna... Okoliczna ludność bierze go za oryginalnego Ra Amin Ka i nie jest zbyt przyjaźnie nastawiona, a prowincjonalną nudę chętnie urozmaica polowaniem na mumię. Co gorsza, Harold umykając przed gawiedzią trafia do chatki ociemniałego pustelnika i przyczynia się do wypuszczenia z sarkofagu autentycznego Ra Amin Ka...
Do dziś filmik to 25 minut dobrej zabawy. Aż dziw bierze, że czas tak krótki można naładować tak bardzo akcją i humorem. Na uwagę zasługuje jeszcze kilka z serii, generalnie większość jest dla mnie zbyt uładzona i pastelowa.



Film jest zainspirowany prawdziwym wydarzeniem. Boris Karloff podczas kręcenia Frankensteina dowiedział się, że będzie ojcem i także popędził w kostiumie do szpitala. Mrugnięciem okiem do widza jest scena, kiedy facet obsługujący stację benzynową ogląda "Mumię" z 1932 roku, właśnie z Karloffem. Wygląda przez drzwi i widzi identycznie sunącego ku niemu Harolda w kostiumie...


Harold za kółkiem.
Tylko gdzie prawko?

 Niektórych lepiej nie odwiedzać...

Nie budź mumii, która śpi

Musiało do tego dojść.
Mumia vs Mumia

Jak prawdziwy(a)

wtorek, 5 listopada 2013

La Herencia Valdemar I i II (2010)

 

Scenariusz i reżyseria
Obsada:

Daniele Liotti- Lázaro Valdemar
Óscar Jaenada - Nicolás Trémel
Laia Marull - Leonor Valdemar
Silvia Abascal - Luisa Lorente
Luis Zahera - H.P. Lovecraft
Paul Naschy - Jervás
Vanesa Suárez - Lizzie Borden
Laura Toledo - Belle Gunness
Lino Braxe - Bram Stoker
Francisco Maestre - Aleister Crowley


Rzeczoznawca Luisa Llorente zostaje wynajęta przez jakąś korporację do wyceny majątku niejakiego Lazaro Valdemara. Postaci dość tajemniczej, pioniera fotografii i okultysty. I ginie bez śladu. Prezes wymienionej wyżej korporacji wynajmuje więc detektywa Nicolasa Tremela by ją odnalazł. W międzyczasie dane mu jest zapoznać się z historią Valdemara i jego rodziny. A historia to jest nader ciekawa. Otóż Państwo Valdemar nie mogą mieć własnego potomstwa, a bardzo go pragną. Rozwiązania problemu Lazaro szuka w okultyzmie i postaci Alistera Crowleya, słynnego specjalisty od czarnej Magii. Ten odkrywając że mieszkanie Valdemara jest szczególnym miejscem, będącym niejako pomostem między światami, namawia go do zorganizowania seansu, którego celem jest wywołanie potężnej istoty, która jest w stanie znaleźć odpowiedzi na wszelkie pytania...
W seansie biorą udział dość znane (autentyczne!) postacie takie jak Bram Stoker - twórca Draculi, Belle Gunnes, która z mordowania niedoszłych mężów zrobiła sobie sposób na życie i Lizzie Borden, która problemy rodzinne rozwiązała za pomocą siekiery. Dwie przyszłe morderczynie, pisarz, kompozytor (pewnie byłby znany, gdyby przeżył seans), okultysta i marzyciel... Taki skład wywołał "coś", co niekoniecznie chciało się dzielić jakąkolwiek wiedzą.
Film czerpie pełnymi garściami z twórczości Lovecrafta, jego postać zresztą też w nim występuje. 
Akcja dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych, a w drugiej części nabiera rozpędu i mity HPLa prezentują się w całej swej krasie.

W filmie po raz ostatni pojawił się na ekranie zmarły w zeszłym roku Paul Naschy, bardzo przeze mnie ceniony hiszpański aktor kina grozy.

Trailerek do pierwszej części:



I do drugiej.




niedziela, 3 listopada 2013

Bogowie Zewnętrzni (The Other Gods)

Lovecraft pisze to kilkustronicowe opowiadanie w roku 1921. Cofamy się w nim do jakiejś bardzo odległej przeszłości w historii ludzkości, do wydarzeń i ludów zapomnianych przez czas.
W Ultharze, mieście kotów, żył mędrzec Barzai Mądry, którego pragnieniem było ujrzenie tańca bogów w świetle księżyca, na tajemniczej górze N'granek. Góra była niegdyś siedzibą Przedwiecznych, którzy unikając kontaktu z człowiekiem, coraz bardziej ogarniającym swoją obecnością glob ziemnski, schronili się w końcu w lodowym i niedostepnym pustkowiu - Kadath. Są dni, kiedy tęsknią za swoim dawnym domem, wracają do niego, by odbyć smutny taniec i zrosić szczyt łzami tęsknoty, które ludzie uważają za deszcz, a ich westchnienia za powiewy wiatru. Barzai, czytając prastare manuskrypty, odgaduje porę powrotu Bogów. Udaje się wraz ze swoim uczniem Atalem na niebezpieczną eskapadę, by na własne oczy ich ujrzeć. Czyż jednak człowiek, może bezkarnie oglądać bogów, a co więcej być świadkiem ich żałoby?

Opowiadanie opublikowano w 1933, tym bardziej dziwi fakt, że w roku 1924 jakiś zupełnie nieznany reżyser Peter Rhodes, otrzymuje od samego Lovecrafta prawa do króciutkiej adaptacji filmowej opowiadania. Jego twórca jednak umiera wkrótce, a jego dzieło przepada bez śladu... Odnajduje się niedawno. Staje się ono sensacją i gratką, film nakręcono przecież jeszcze za życia samotnika z Providence.
Można je obejrzeć poniżej.




Niestety... Równie szybko film okazuje się żartem, fałszywym dokumentem, nakręconym przez studio Subterranea Entertainment w roku 2006. Fascynującym ze względu na żywą legendę, jaka narasta wokół mitów Cthulhu i ich twórcy.